30.05.2013

Hotel w Spale - kłamstwo ma krótkie nogi ;)


Hej Kochani,
Za chwilę Dzień Dziecka i muszę przyznać, że najłatwiej byłoby mi napisać o tym, jak kocham moje dzieci i życie oddałabym za nie. Ale to raczej oczywiste i bardzo prywatne, więc może w zamian krótko opiszę historię, jaka miała miejsce przy realizacji tej sesji.
Akcja rozgrywa się w Spale, ja i córka, która chętnie przejmuje rolę fotografa, gdy ten właściwy (czyżby na pewno?;) akurat popierdziela crossem po okolicznych błotach, górkach i "głazach wielkich jak telewizory".
Tak więc mamy ładny hotel w tle i piękną słoneczną pogodę. Cud-miód i orzeszki w karmelu, robimy zdjęcia. Córka dzielnie znosi, jak jej matka łazi w kółko po podjeździe hotelowym w stylu "slow motion", coby ładny krok uchwycić, siada co chwila na schodkach, kręci się jak w jakiejś tropikalnej gorączce, walczy ze zbyt wysokimi sandałami i niesforną białą koszulą, zbiega i podbiega po podjeździe dla osób niepełnosprawnych. No, nie tak do końca ten podjazd nie dla mnie ;)
Dobra, uff! Mamy kilkanaście zdjęć, kilka się wybierze. Jeszcze zdjęcie klombu z kwiatami, zdjęcie hotelu. Pstryk! I nagle mówię:
- Oluś, patrz jaki tam na dachu piękny taras! Byłyby tam cudne zdjęcia w kolejnej stylizacji! przebiorę się i pójdziemy do recepcji, poprosimy żeby nas wpuścili pod pretekstem oceny tarasu pod kątem przydatności na ...imprezę imieninową (chyba sąsiada).
Szybka przebiórka w samochodzie w centrum Spały, ludzie spacerują, jest pięknie, nogawka od jeansów mi się zaplątała, ptaszki ćwierkają, Olka piszczy ze śmiechu, bo bluzka tył na przód. No fajnie jest, ludzie się trochę patrzą, ale co tam: na Anję Rubik też by się patrzyli ;). Wypadam prawie z samochodu w nie zapiętych butach, zupełnie inna, włos wcześniej spięty spinką teraz powiewa na wietrze niczym grzywa lwa. No inna babka, tak Wam powiem (ta stylizacja tutaj ).
Wchodzę do recepcji krokiem osoby przyjezdnej, córka wchodzi normalnie. Pytam Panią Recepcjonistkę czy mogę na górę, bo chcę zobaczyć, bo impreza rodzinna, lipiec, chodzi mi o excluxive, no po prostu wymagająca jestem.
Nagle słyszę za plecami:
-Aga?? A co Ty tu robisz? Nie pamiętasz mnie??
No kurka nie. Ale uśmiecham się pięknie i przeglądam w głowie zakładkę kontakty. Nic. No może troszkę coś tam. Na fartuchu widzę "Szef Kuchni, Adam K."
- Aaaaaaaa..Aaadam! nie poznałam, eh! jadę na górę obejrzeć taras, zaraz pogadamy!
Czmychamy z córką i Panią do windy. Na górze próbuję jakoś pozbyć się Pani, ale ona nam towarzyszy cały czas. Pytam czy możemy kilka zdjęć zrobić, na co Pani mówi, że zdjęcia są na stronie internetowej hotelu. I patrzy na mnie jak na blondynkę. No fakt - ma rację zarówno w kwestii strony, jak i blondynki.
Zjeżdżamy na dół. Szef kuchni, który tego dnia miał, jak widać, wyjątkowo mało pracy i od kilku godzin siedzi w hotelowym holu zagaduje:
- A co za imprezę planujecie? kiedy? na ile osób, jakie dania?
No to wymyślam, jakieś 24 osoby, w porywach do 30, 24 lipca (nie wiem co mnie na to 24 wzięło), dania kuchni..europejskiej, nooo, bo to sami europejczycy będą, a w szczególności Polacy, konkretnie to tomaszowianie. No. Wymieniamy się telefonami, uściskami, buziaczkami i już wychodzimy. Co prawda bez zdjęć, ale za to z poczuciem zrobienia fajnego wrażenia ekskluzywnie bawiącej się rodziny, gotowej wynająć taras za 3837 tysięcy PLN. I nagle na odchodne Szef Kuchni, Adam K.:
- a co Wy dziewczyny tak się tutaj fotografujecie i przebieracie, coo???
Konsternacja, lekkie zamroczenie i cegła. Na twarzy, rzecz jasna.
Wychodzę z hotelu krokiem osoby przyjezdnej. Przyjezdnej z kosmosu.
W samochodzie córka mówi:
- Mamuś, nie mogłaś po prostu powiedzieć, że jesteś blogerką i chcesz parę zdjęć zrobić?
No jakoś nie przyszło mi to do głowy ;)
Aha! i jeszcze powiedziała :
- Aleeeeee siaaaaaraaa!!!
Śmiałyśmy się w samochodzie do samego Tomaszowa!
Moim cudownym Dzieciom i Waszym - życzę wspaniałej, fascynującej, radosnej przygody życiem zwanej oraz dystansu do niego, bo o ileż wtedy łatwiej się żyje.....:)))
Ściskam Was mocno!
























































szorty DIY, koszula sh, sandały MNG, torba Reserved
pics by Ola

27.05.2013

Robert Kupisz Show po mojemu

Kochani,
Ok, nie oszukujmy się - podobna stylizacja już była, że jeansy, że bluza i jakieś tam sandały (no no no! tylko nie jakieś tam!).
Jednakże

pokaz Roberta Kupisza,

który odbędzie się dziś wieczorem i na który czeka cała modna Polska zobowiązuje.
Jest więc luźna bluza, przetarte jeansy i mega kobiece sandały, jakieś farfocle na szyi, czyli wszystko to, co Mistrz Kupisz lubi najbardziej. Tyle, że w wersji skromniejszej, nieKupiszowej i nie na darmo sesja dzisiejsza obok budynku ZUS-u się rozgrywa :) Widmo skromnych emerytur przeraża, wakacje dla seniora w Saint Tropez tylko w marzeniach, a jeansy dziurawce będą hitem na emeryturze. Nawet jak nie będą ;)
I choć budynek ZUS-u w gąszczu nieziemskich roślin tonie, to nic bardziej złudnego - tak pięknie nie będzie, a jedyną analogią jest fakt mojego tonięcia tutaj w przepięknych, cudownych i bardzo przyjemnych wyobrażeniach o Kupiszowym pokazie ze mną w roli głównej ;)
Oto więc wersja "Kupisz - drogo nie kupisz" ;)
Poza tym I love this look, że tak po blogersku polecę ;)
Miłego oglądania!

Ściskam










pics by Ola
spodnie New Yorker, bluza Zara, sandały MNG

20.05.2013

Szpilki na sportowo


Kochani,
zupełnie przypadkiem dziś taki "liczbowy" wpis.
I od razu zaznaczam, że nie będę Was zanudzać obwodem talii (lub jej braku, haha), rozmiarem buta (dziecinnie mały) czy wiekiem. Bo przecież wiecie już, że urodziłam się w czasach kiedy w Polsce panował głęboki socjalizm, banany i arbuzy w sklepach były rzadkością tak rzadką jak obecnie turystyczne loty w kosmos, szczytem dobrobytu był telefon...stacjonarny telefon na kablu, ze słuchawką większą niż kanapa u Wojewódzkiego, zgrabnie połączoną z korpusem marki "Tulipan" białą spiralką, którą nawijało się na palec, a po skończonej rozmowie 57 minut trwała szamotanina i próby oswobodzenia palca :) Zaplątując przy tym wdzięcznie cały spiralny kabel w supły, węzły i inne nierozplątywalne twory. No i ta obrotowa tarcza!!! Nie jakieś tam plumkanie palcem po gładkiej powierzchni smartfona, iPhona czy innego tam tabletu. Wkładało się palec (palec był wtedy najważniejszym narządem zewnętrznym ;) ) w otwory z wymaganą cyfrą i jakoś tak filmowo i romantycznie się robiło...;) Numery telefonów były 4-cyfrowe, więc nawet kręcenie nie nużyło.
A dziś?
Dziś świat zwariował - wychodzimy z domu bez śniadania (bez makijażu, bez pieniędzy, bez dzieci) ale bez telefonu nigdy, a brak talii maskujemy męskimi koszulkami bezczelnie wmawiając światu, że to mega kobiece :))
Proszę więc bardzo: męska koszulka 34 i spodenki DIY* (aktualnie jestem w fazie przerabiania połowy szafy) wykonane ze spodni, które znajoma zakupiła gdzieś na pchlim targu na Sycylii i zostawiła u mnie ze słowami "wyrzuć je".
Ta, akurat!
Szpilki w tej sytuacji były po prostu nieodzowne :)
Ściskam Was mocno!


















































































































































































pics by Maciej
koszulka Pull&Bear dział męski, spodenki DIY, sandały Stradivarius

16.05.2013

10.05.2013

Dzidzia Piernik Stajl




Kochani,

Dzisiejszy wpis potraktujcie raczej w kategorii żartu, bo tym razem to już naprawdę przesadziłam z cukierkowym i słodkopierdzącym charakterem tej stylizacji ;)