26.06.2013

Fair Play by Robert Kupisz


Kochani,
Tekst już prawie trąci myszką, ale mimo wszystko oddaję Wam do czytania.
Miał być wcześniej, miał być ponad miesiąc temu, gdyż napisałam go na zlecenie pewnego portalu, którego nazwy tu nie wymienię, by nie nabijać statystyk . Tekst, który wtedy był jak świeże bułki, bo o pokazie Roberta Kupisza.W każdym razie po kilku próbach kontaktu dowiedziałam się, że "jeszcze chwilka, jeszcze momencik, bo pr-owiec jeszcze nie dostarczył zdjęć z pokazu". I znów dłuuuuuga cisza. Wczoraj podjęłam decyzję - kazałam się panu redaktorowi gonić, zagroziłam sądem na wypadek wykorzystania mojej własności intelektualnej, bo chcę sama pokazać Wam tekst, który niechlubny portal pokazałby może za rok...po kolejnym pokazie
Najbardziej zaskakujące jednak jest to, iż pan stwierdził, że "otrzymuje co najmniej 60 maili dziennie od blogerek, więc czasu mu nie starcza i zważywszy na ton mojego przypomnienia nasza współpraca raczej miejsca mieć nie może". Hola, hola, panie Nieprofesjonalny Ktoś, pan sobie nie pochlebia! To pan poprosił o tekst i pan się nie wywiązał, więc to ja zrywam tę jeszcze nierozpoczętą współpracę!
Tak więc specjalnie dla Was, Kochani, taki oto tekst, z racji czasu lekko już historyczny, ale oj tam!
Have a fun & enjoy!!!




Od rana wszelkie modowe media trąbią i huczą na temat wczorajszego pokazu Roberta Kupisza z kolekcją „Fair Play”!!! Dołączam więc i ja, bo jakem blogerka modowa, hehe, a nie żadna szafiarka (no!),  muszę swoją opinię i rzekomą znajomość sprawy modowemu światu przedstawić. Ta bowiem absolutnie jedyna i słuszna filozofia życiowa przyświeca każdemu tzw. blogerowi  z branży fashion. Nie chcąc w tyle pozostać, czynię to więc i ja. Do dzieła zatem!
Po pierwsze więc primo: na pokazie było...no dobra: na pokazie nie byłam. Nikt mnie nie zaprosił, nikt nie poprosił o zaszczycenie swą nieziemską obecnością i nawet jak kilka portali ogłosiło konkurs – bój o zaproszenie, to nie starczyło czasu na przystąpienie. Bo wygrałabym – na bank! 
A konkursy były różnorodne, ho ho! I tak na przykład trzeba było się ubrać od stóp do głów
w Kupisza, ładną pozę typu „nóżka z nóżką skrzyżowana, wzrok w dal, że niby nie o zdjęcia tu chodzi” przybrać i w mailu do redakcji wysłać. No to jak ja bym miała całego Kupisza od stóp do butów
w szafie, to po cóż mi do stolicy po nocy się tłuc? No chyba, że na darmowe drinki. Nie żebym skłonności miała, ale usta w takim miejscu zdezynfekować zawsze warto ;) Może z boku stanie Małaszyński? Bez tej swojej lekarki na przykład? Albo inny konkurs – weź się człowieku lekko ogarnij i napisz słów kilka (jakieś 867) na temat aktualnych trendów. Niby proste, ale sprostaj tu zadaniu, skoro, patrząc po stylizacjach na wszystkich blogach naszego globu trend jest jeden i nazywa się „kumpelki z więziennej celi”.  Czarno–białe pasy i biało–czarne paski, czerń i biel w układzie pionowym, czarne pasy na białym tle, białe wstęgi na tle czarnym, zebra, czarno-biało, biało-czarno..uff. A gdzie 850 pozostałych słów?
Po drugie primo: huczy w mediach o tym, jak to Mistrz nakazał, a zaproszeni Wierni nakazu wysłuchali i zastosowali się do zasady, że nie w szpilach 27 centymetrów przychodzimy,
a w trampkach, tenisówkach i juniorkach. I mówi się o tym, że ta fanaberia Mistrza miała wiernych
do Mistrza mentalnie zbliżyć, a właściwie do jego kolekcji, bardzo sportowej w swym wyrazie.
Nie żebym jakimś niewiernym stworzeniem była, ale jak się pokaz na hali sportowej robi, to chodzi
o to, by po pokazie tą halą została, a nie polem golfowym usianym dołkami po ww. obcasach. Choć na zdjęciach prezentujących gwiazdy dwie panie i jednego pana w obcasach nakryłam. W każdym razie Mistrz jest mądry, praktyczny i dba o dobro narodowe. Jego wierni zaś fanatyczni. To chyba dobrze?
I jeszcze słowo o Mistrzu. I tu już będzie na poważnie, bo pan Kupisz to jedyna bodajże osoba na swoim pokazie, która miała dystans do własnej twórczości i całego tego zamieszania. Można jego nonszalanckie projekty kochać, można nienawidzić, ale  konsekwencja w stylistyce jest tak powalająca, że jakem blogerka, chcę mieć w kraju takiego Kupisza. Niekoniecznie w szafie (choć jeansowa długa kurtka i męska cekinowa koszulka są boskie i na pewno wołałyby do mnie „mamo” ;)
Panie Kupisz – Fair Play dla Pana!


Moja faworytka


Kurtka marzenie ;)





























































zdjęcia pochodzą z fanpage'u Roberta na fb

23.06.2013

Must have i koszula H&M



A dziś Was zaskoczę i napiszę krótko:
ta stylizacja to połączenia mojego lenistwa, zmienności charakteru i niemałej kreatywności.
Lenistwa - bo tylko z tego powodu spodenki i koszula nie zostały oddelegowane w bliżej nieznane mi miejsce (najczęściej osiedlowy zbiornik PCK), gdy stwierdziłam, że "co to, to nie, ale ja już w tym chodzić nie będę!"
Zmienność charakteru - niektórzy to nawet jakoś specjalistycznie nazywają, a ja z tym muszę żyć :)) Dzięki tej zmienności koszula, która do tej pory wydawała mi się kiepskim żartem zakupowym poczynionym pod wpływem nieodgadnionych emocji, tudzież po jakiejś małej uroczystości rodzinnej, nagle stała się moja drugą skórą, żeby nie powiedzieć mną. No noszę ją dosłownie wszędzie, jakby to co najmniej jaki Gucci czy Versace był, a nie lichy H&M. Właśnie przed chwilą odkryłam sekret tego zjawiska - po prostu wcześniej byłam dla niej za młoda :)
Kreatywność...kreatywność, powiadacie? No bo kto, no kto nosi pasek do spodni owinięty wokół ręki i udaje, że ma najfashion bransoletkę ever? MUST HAVE sezonu, a nawet dwóch?? ;) No ja. I tyle w temacie.

Miłej niedzieli!
Ściskam!

p.s. tatuaże należą do Oli :)

























































pics by Ola & me

19.06.2013

Leopard jeans part 2


Zbliża się era szybkich, krótkich i mega precyzyjnych wiadomości tekstowych. Uczę się więc, jak nie zalewać tej przestrzeni słowotokiem, który codziennie mi towarzyszy. Jak i moim najbliższym. Klientom moim też. Sąsiadom. Pani w sklepie, a jakże. Kotu osiedlowemu, gdy tłumaczę mu, że "nie mam teraz kiełbaski, wiesz? ale jutro Ci zniosę, bo dziś to wracam z pracy, ale jutro to ho ho! Jutro jak do pracy będę szła to dam. A wiesz? Miałam takiego kotka kiedyś, Mariana i on był bardzo męskim kotem, bo nie był wykastrowany, przez co mordował wszystkie okoliczne gołębie i jaskółki, ciesząc się jak dziecko, gdy na w pół rozszarpanego ptaszka po mieszkaniu turlał, wywijając nim przy tym, niczym Maserak Foremniakową na parkiecie. No i drapał nas też..nie, nie za uszkiem - po facjatach nas do krwi drapał, choć to i tak łagodne określenie, wiesz? no i wyglądaliśmy jak Piraci z Karaibów i to po tej najważniejszej bitwie. I wyszedł kiedyś na spacer  i nie wrócił, wiesz? i jakoś nie płaczemy bardzo, bo przynajmniej nikt nam po głowach nocą nie skacze w ataku kociego szału, założywszy, że wzdrygająca się w czasie snu ludzka głowa, szczurem - olbrzymem po prostu jest. No i jeb - zaatakować ja trzeba. Wiesz?"
Żebyście widzieli jakie mądre miał oczy ten osiedlowy kocur, jak to opowiadałam!!! (Leopard jeans to na jego cześć).
No więc obliczenia robię i wychodzi na to, że gdybym mniej gadała to byłabym piękniejsza.
Tak, tak, właśnie tak! Miałabym więcej czasu na maseczki, brzuszki i malowanie paznokci. Na masaże, wizaże i częstsze wizyty u fryzjera.
Zamiast tego mam przepięknie wytrenowany mięsień żuchwy i aparat mowy.
Nie chcąc zbyt mocno wytrenować palca bijącego w klawiaturę kończę ten wpis, życząc Wam dziś pięknego, pogodnego wieczoru, abyście w gronie rodziny, przyjaciół znaleźli chwilkę na wspólne celebrowanie dnia i każdej sekundy spędzonej razem, bo przecież...i tak dalej...... no widzicie? ;)

Ściskam!

p.s. dziś w roli głównej odtratowane po raz kolejny ukochane leopard jeans (moja sąsiadka, krawcowa jest cudotwórcą, choć jak się przyjrzeć, to  na prawej nogawce szew po wierzchu jak ta lala!). A także lniana marynarka, co to już 43 razy była wynoszona z domu z zamiarem umieszczenia jej w pojemniku PCK. Człowiek ma dobre serce, ot co, choć ostatecznie nie tak bardzo, bo w efekcie marynarka jest w domu. Jednak :)
 Miłego wieczoru!








 pics by Ola
jeans Pull&Bear, tan top Tally Weil, sandały MNG, marynarka sh, zegarek Fossil

16.06.2013

Dziecko Kim Kardashian z mostem żelaznym w tle

Warto być blogerem. Dostałam wczoraj na warzywniaku pomidora 4 kilo cały, ogórka i zniżkę na czereśnie. Już szykuję artykuł sponsorowany, w którym będę opisywać jakże cudowne właściwości pomidorka, niezwykłe kształty ogórka i wyborny smak czereśni po 6 zł za kilo. W przeciwieństwie do kiepskiego smaku tych, na które zniżki nie dostałam :)
Poza tym zalet praktycznych blogowania jest mnóstwo. Nie dość, że właściwie częściej niż do tej pory robię przegląd swojej szafy, więcej czasu spędzam z moimi Fotografami, kręcę loki i pudruję nosek, to najwięcej zabawy mam z przeróbkami odzieży skazanej na utylizację lub zapomnienie. Przytrafiło się to kozakom i o tym za chwilę.
Żelazny most w Tomaszowie na Pilicy to juz prawie studio fotograficzne, do którego ciągną tłumy modelek i modeli. Tudzież ja :) Zawsze lepiej wygląda się na tle czegoś starszego od siebie, no zgodzicie się przecież :)
I żeby oddać cześć historii, elementy dzisiejszej stylizacji też niemalże historyczne: DIY spodenki (ich historia tutaj), bransoletki i kolczyki kupione tyle lat temu, że nie pamiętam nawet gdzie (chyba H&M), torba sprzed sezonów dwóch, koszulka z zeszłego sezonu i takie też, widziane przez Was, kozaki - tym razem w wersji "short", czyli nożyce poszły w ruch :)
Powiew świeżości zapewniają tu jedynie okulary Macieja - SPY i nius, który dziś wygrywa internety: Kim Kardashian urodziła!!!
Swoją drogą - stary żelazny most na Pilicy jest naprawdę klimatyczny, nieprawdaż?
Ściskam!































































pics by Ola
spodenki DIY, koszulka Pull& Bear, torba Reserved, kozaki a'la botki Zara TRF przycięte, biżu "dawno temu w trawie" :)
, okulary SPY

13.06.2013

Angels Division



Hej Kochani,
jak to mówią: "pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł".
Dziś akurat łapałam minuty, sekundy z całego zwariowanego dnia, by przygotować nowy post, ale jak widać - i w tym przypadku pośpiech nie był najlepszym doradcą : źle nastawiony aparat (żaden tam szczyt techniki, a w dodatku źle nastawiony, eh!), jakość zdjęć jak w latach siedemdziesiątych w "Głosie Robotniczym", a ziarno na nich takie, że śmiało mogłabym fermę kur sobie prowadzić - miałabym czym je wykarmić, tyle Wam powiem.
Zaleta takich zdjęć jest jedna - wszystko jest fajnie niewyraźne, z mankamentami urody i niedoskonałościami stroju włącznie ;)
A że wciąż mi spieszno, bo to jeszcze nie koniec dnia dla mnie, to szybkie zdjęcia, biała bluza przerobiona ze starej (obcięte rękawy, ucięty kołnierzyk) i spódnico-spodenki, które przyjechały z Krakowa, ale prawda jest taka, że są prawie na każdym blogu. Żadna to nowość :)
Miłego wieczoru!
Ściskam!




















































pics by Ola
bluza DIY, szorty Zara, sandały MNG, torebka sh