31.07.2013

Happiness


Chwilę mnie nie było. Po prostu miałam krótki urlop i nie uważałam za konieczne, aby wciąż zamęczać Was swoją obecnością, bo ani jakaś tam ze mnie Mercedes ani inna Macademian, czy też Maffashion i jak  mam urlop, chociażby bardzo krótki, to po prostu urlopuję, wakacjuję i nie bloguję.
Jak będę sławna to się to zmieni, promise! :)
Ale zdjęć kilka wrzucę. I to właśnie tych urlopowych, choć ani to Madera ani Mozambik, bo przyczyn nie-wyjazdu było kilka (trzeba tez przyznać, że zamieszkanie nad Jeziorem Sulejowskim ma swoje atuty). Za to program Picasa, który niedawno zainstalowałam, jest tak kapitalną zabawką, którą bawię się jak dziecko foremką na babki w piaskownicy. Stąd kilka zdjęć.
Odkryłam też, że te kilka dni urlopu spędzanego na tak zwanym miejscu może  być równie cudowne, jak urlopy wyjazdowe, hiszpańsko-azorskie, łebsko-egipskie czy mazursko -...warmińskie ;) Pod warunkiem dobrego towarzystwa, a to szczęście akurat jest moim udziałem. Plan był spontaniczny aczkolwiek intensywny:
- zwiedzanie i degustacja przepięknego domu z basenem (w mojej ocenie 5 gwiazdek), który wybudowali moi bliscy znajomi - tak pięknego, że właściwie wyjazd na Majorkę teraz już nie ma sensu ;) - dzieci do dziś wylewają wodę z uszu :)
- leżing, smażing i plażing u kolejnych znajomych w klimatycznych domkach z bala nad samym jeziorem :) i choć basen tylko rozkładany, atmosfera równie cudowna, a rozmowy KTM-owe o przewadze czterystapięćdziesiątki nad pięćsettrzydziestką ciągnęły się bez końca. No :)
- ryby i rybki własnego połowu i wieczorne wypady do pizzerii (mam wakacje, tak? )
- realizacja jeansów-poszarpańców, co to się u tej Cud-Istoty napatrzyłam ;)
- wieczory filmowe i m.in. "Drogówka", czyli mocne, męskie kino, które ścina z nóg, wprowadza chaos w głowie i które uwielbiam.
Poza tym krótki rekonesans przecenowy z córką w piotrkowskiej galerii, nocne rozmowy z Fotografem do 3-ej nad ranem, poranne, rześkie pobudki tak przed 12-tą (he!) i wreszcie rzadkie chwile bycia razem. Widok obydwojga dzieci szalejących razem w wodzie - bezcenny. Tym bardziej, że ze względu na sportowe zacięcie obojga i różny grafik obozów, szkoleń i treningów, nie praktykowany od lat.
Kiedyś Wam więcej o tym napiszę!

p.s. mam nadzieję, Haniu, że debiut na blogu Chaveza, zwanego też Czawkiem, jakoś zniesiesz, ale nie mogłam się powstrzymać <3
















23.07.2013

Murale


Może uda mi się szybko napisać cokolwiek w absolutnym wyścigu z czasem, jaki mi ostatnio towarzyszy. Często przegrywam, ale walczę ;)
Zdjęcia na terenie byłego gimnazjum mojej córki - mamy dożywotnie pozwolenie na sesje blogowe na tle tych kapitalnych murali.  I niech Was nie zwiedzie radosny uśmiech na twarzy, bo sesja okupiona wielkim cierpieniem, strasznym poświęceniem i dwoma drastycznymi upadkami. Cały zazieleniony teren tylko robi takie miłe i przyjazne wrażenie, podczas, gdy czają się na nim górki na 10 i dołki na 40 cm. No to że wzrok już nie ten, to i czasem noga, która na płaskim gorzej stąpa niż na obcasach, w dołek wpadła, w bezpośredni i komiczny sposób sprowadzając resztę  ciała do parteru, a nawet poziom niżej. :) Przemądrzała natura wszelkimi sposobami próbowała dokonać naturalnej selekcji w ekosystemie i eliminacji z grona blogerek, młodych, atrakcyjnych siks,  predysponowanych do muralowych scenografii bardziej niż ja, podkopując dołki pode mną, ku uciesze mojej córki i pana woźnego. Że woźny bloki zrywał, że taka "gwiazda" leży pod muralem na plecach, to mnie jakoś nie szokuje. Ale rodzona córka???;) Dawno temu w trawie...ups! to znaczy - dawno temu teściowa mówiła, kiedy ją karmiłam piersią: "jak 2 dni dziecku piersi nie dałaś, to już nie wolno podać!". "Teściowo, why???", pytam z troską młodej matki w oczach, licząc na jakieś medycznie uzasadnione wyjaśnienie tegoż zakazu. "Bo dziecko wredne będzie!". I dziś, kurka, spełniła się owa przepowiednia, no.
Siła zabobonów wielka jest! Może Wam kiedyś o tym specjalny post przygotuję, będzie śmiesznie, oj będzie!
p.s. Olusiu <3














pics by Ola
jeansy New Yorker, sandały Aldo (z poprzedniego roku), bluzka Cubus od Hani

20.07.2013

Obiekt chroniony


Obiekt chroniony.
To zdecydowanie o mnie.
Ja - obiekt lekko nieobliczalny, totalnie nieprzewidywalny, konstrukcyjnie niedoskonały, przekonany o geniuszu. Samozwańczym. Chroniony, bo groźny.
Groźba nagłego ataku za pomocą szpilek Mango, sprofanowanych ni to kokardką, ni to farfoclem wyciętym z pluszowego misia dumnie zwanego leopard print, właśnie ma miejsce. Przyglądając się kreatywności autorek/-ów moich ulubionych blogów, myślę: też tak mogę! a jakże! No i biorę te nieszczęsne szpilki i wyciągam z nich pasek. Te fachury z Mango naprawdę pomyśleli, no. Na parapecie widzę kawałek materiału, z którego moja ciotka ma kapę na łóżko, a sąsiadka obicie fotela. Ja już mam misiowe obcasy. Nagły przebłysk Einsteina, przekonanie o tym, że Laboutin to mógłby na staż do mnie wpaść, dwa ruchy nożyczek i już mam nowe new shoes buty. A właściwie parodię butów, ale kto by tam kwestionował mój geniusz, phi! :)
W szale artystycznego uniesienia prawie dzwonię do jakiejś galerii sztuki, najchętniej w Paryżu, coby termin na wystawę prac moich rezerwować. Córka, obok, jednym "o!" wybija mi jednak ten pomysł z głowy. Więc jeszcze trochę walczę o uznanie i tłumaczę dziecku, że teraz najbardziej pożądana jest niepowtarzalność, oryginalność, indywidualizm. Jako krew z krwi, a jabłko od jabłoni daleko nie pada, ostatecznie godzi się na sesję ze mną wyjść. Choć leopardowe misiowe kokardki raczej na wystawę "osobliwości mody" niż blog modowy się nadają.
Ale niech tam!
Niech ludzkość widzi, że też mam w tym temacie coś do powiedzenia, że kreatywność to moje drugie imię, a wcześniejsze przekonanie, że te sandały piękne są, już nie jest tak oczywiste ;)
Idziemy więc, misiowo-leopardowe kokardki powiewają, niczym niedorozwinięte łapy zdechłego kota. Ale oryginalnie jest. Na maksa. Nie mam wątpliwości, że to dopiero początek mojej kreatywnej drogi ku sławie. Chyba jeden gościu na rowerze też, bo mijając nas woła :"Paniusiu, coś się pani do bucika przytentegowało!". "Twojemu rowerowi do siodełka też!" grzecznie rzucam, bom uprzejma z natury, to ludziom zawsze odpowiadam. No. Nie będzie mi tu zwykły rowerzysta geniuszu kwestionował, o nie!
Macie więc tu jego próbkę i tylko nie proście mnie "za-przes-tań", bo to nieuleczalne.
Obiekt chroniony to zdecydowanie o mnie ;)
 p.s. marynarka z tego wpisu i z tego, oraz jeansowy kombinezon to MUST HAVE sezonu. Sezonu 2008 oczywiście, ale kto by tam się dat czepiał ;) Misiowo-leopardowe kokardki i tak ratują ten look, nieprawdaż? ;)

Miłej soboty!















 pics by Ola
marynarka sh, kombinezon Pull&Bear sezon 2008, sandały MNG