10.07.2013

Sport de Lux


Sport w moim życiu był odkąd pamiętam. Może nawet wcześniej, jeśli wziąć pod uwagę ekwilibrystyczne popisy dwuletniej smarkuli, która z takim zapałem bujała się na huśtawce (żeby nie powiedzieć "na trapezie"), że nadawany w tamtych czasach program "Cyrki świata" zapłaciłby każdą kwotę, by to sfilmować, gdyby tylko jego producenci wiedzieli o moim istnieniu. Ale nie wiedzieli, za to ja zakończyłam moja cyrkową karierę upadkiem, z pamiątką w postaci lekkiego spłaszczenia tylnej części głowy w roli głównej. Ale oj tam.

Potem zakochałam się w Nim... Bruce Lee był moim idolem w czasach, kiedy już nie żył, co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że gdyby żył, bylibyśmy parą. Miałam jakieś 10 lat i ołtarzyk na biurku ze zdjęciami mojego niedoszłego męża w otoczeniu świec. Treningi ju-jitsu były na jego cześć i choć nigdy pasa czarnego nie zdobyłam, to sam fakt uczestnictwa w tych zajęciach robił ze mnie na osiedlu "szefa". W dodatku byłam przecie wdową po Bruce'ie Lee. Moje szefowanie zabrnęło dość daleko, jak na tamte trudne czasy. Legitymacje członków bandy, wykonane z drewnopodobnej tapety plus zdjęcie ostemplowane pieczęcią z ziemniaka, były na tyle wiarygodne, że rodzice cyklicznie wzywani byli na milicję, by tłumaczyć się z istnienia antypaństwowego, nieformalnego stowarzyszenia swoich dzieci. Stowarzyszenie bowiem zagrażało państwu, a Jaruzelski spać spokojnie po nocach nie mógł, no przecież. Stowarzyszenie zlikwidowano i od tej pory mogłam rzucać członkami bandy jedynie w podziemiu. To znaczy komórkach. Ale oj tam.

Potem, jako pramatka Andrzeja Grubby, tłukłam rakietką ile wejdzie nie tylko w piłki, ale także w stół ping-pongowy. Takie to były emocje! Wicemistrzostwo województwa satysfakcjonowało, ale roztrzaskanych rakietek i rzuconych w eter przekleństw zliczyć nie sposób. Oj tam.

W czasach, gdy Lato, Boniek i Smolarek grali, jak Ronaldo, Messi i Lewandowski, a Polacy liczyli się na światowych boiskach, zapisywałam w kajecie wszystkie wyniki Mundialu '82, choć w tym czasie koleżanki wycinały z "Przekroju" tap madl Małgorzatę Niemen i wklejały ją sobie do zeszytu od polaka. To właśnie wtedy szczególnego znaczenia nabrał przebój jej męża, Czesława, "Dziwny jest ten świat" ;)
Zimą zaś jeździło się na figurówkach przed blokiem. W tej jakże rodzinnej scenerii miały miejsce także złamania przedramion, nadgarstka, choć czasem tylko pęknięcia. Ale kto by tam narzekał. Nic więc dziwnego, że moje dzieci sportem żyją, sportem oddychają, że córka odkąd dobrze zaczęła chodzić, trenuje łyżwiarstwo szybkie, a syn piłkę nożną. Że w naszym domu wciąż trwa niekończące się przepakowywanie toreb i waliz, bo obóz, trening, obóz, trening, obóz, trening i tak w kółko, a pozbijane kolana, poharatane łokcie, a czasem i podbite oko są na porządku dziennym. Ale inaczej nie potrafią.
Dzisiejsza sesja w pobliskiej Spale, w Centralnym Ośrodku Sportu, więc falbany na bok - a koronkę na plecach wybaczcie - jest taka niesportowa!

Miłego!

Ściskam!

















8 komentarzy:

  1. Teraz już wiem, skąd masz taka figurę:)
    Super bluzka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Soniu, trochę po mamusi, a trochę po Bruce Lee ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Och jakie świetne sportowe szpilki! (Taki żarcik ;)) Bluzka niesamowita na plecach.Pozdrawiam serdeczie.

    OdpowiedzUsuń
  4. podoba mi sie taki model sandała na obcasie. Zara ma w podobnym stylu, idealnie sie prezentują na kazdej stopie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj to ja przy Tobie taka niesportowa. Oj tam;)))
    Piekna bluzeczka..:) Pozdrawiam. Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie szkodzi ;) zawsze możemy w bierki zagrać, jeśli kiedyś będzie nam dane spotkać się na jakimś blogerskim faszion łiku, Aniu ;)

      Usuń
  6. Oj, nie szkodzi ;) zawsze możemy w bierki zagrać, jeśli kiedyś będzie nam dane spotkać się na jakimś blogerskim faszion łiku, Aniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. zakręcona jestem z tymi komentarzami :)

    OdpowiedzUsuń