22.09.2013

(Top) Trendy jesień 2013

Wszyscy piszą o trendach. Jakem blogierka - tematu ominąć nie mogę.

Paradoks ostatnich tygodni - im więcej cudownych blogów oglądam, im większe ilości fantastycznych zdjęć pożeram, tym częściej uświadamiam sobie, że do mojej listy MUST HAVE, której nigdy nie miałam, muszę dorzucić jedynie:
- profesjonalny sprzęt fotograficzny, w każdym razie lepszy niż taki mały srebrny aparacik za jakieś prawie całe 100 peelenów;
- 18 par nowych butów, w tym KONIECZNIE tak zwane buty wędkarza sięgające prawie polowy uda, ale, o! uwaga! na obcasach oraz botki na "słoninie". Na boczku chyba sobie daruję;
- 23 pary spodni, w tym w zebrę, krowę, panterę, Rysia (i Henia) oraz kucyka Pony. Print a'la Reksio i król Julian też byłoby miło. Słynny jednorożec pewnej Jolanty R. jest absolutnie passe. Czy jakoś tak;
- 10 nowych płaszczy-olbrzymów - najlepiej w rozmiarze "Gołota plus size" w kratę, kratkę i krateczkę, szary "pieprz i sól", czerwony "papryka i pomidory", czarny, skórzany "sado macho".... JA TO NAPISAŁAM??? O, mamo...
- torby-kuferki, koniecznie noszone na przedramieniu, a do nich świta złożona z siedmiu giermków (mogą być krasnoludki), bo takie zajęte kuferkiem przedramię, zupełnie z życia codziennego wyłączone, nie może skalać się, broń Boże, jaką siatą z zakupami. Ma ono sobie swobodnie dyndać, patrząc na świat i drugie przedramię totalnie z góry. Lub raczej z boku;
- futra, futra, futra! Sztuczne, żywe..ups! sorry - prawdziwe: z jenota i kota, z lemura i szczura, ze słonia i konia, z jaszczurki i przepiórki. No!
- swetry, a właściwie swetrzyska, równie wielkie jak płaszcze-olbrzymy, z tym, że dłuższe, bardziej włochate. Takie swetry, że mamut z "Epoki Lodowcowej" przy nich, to taka mała zgrabniutka pchełka;
- spódnice 7/8. Imaginujecie??? (a bo wczoraj "Lejdis" znów oglądałam). Siedem ósmych, jakkiekolwiek ktokolwiek ma problemy z liczeniem, to chodzi o to, że to ma być mocno za kolano, a niewiele nad kostką. No to fason w sam raz dla mnie - większość mojej rodziny się ucieszy, że wreszcie nobliwie będę wyglądać.
Macie więc tutaj taki szybki przewodnik po aktualnych trendach, a póki co - ciuchy, które już znacie, bo złote szpilki doradzałam TUTAJ, ćwiekowaną kurtką szpanowałam TU, spodnie znacie STĄD i STĄD,  a koszulka miała swoje 5 minut sławy W TYM MIEJSCU.

Bawcie się dobrze, Skarby!









































pics by Maciej
kurtka Zara, spodnie nn, buty H&M, koszulka Zara, torba Adidas

17.09.2013

LaMania kopiuje, czyli...White dress


O tak! Jakiż to piękny i nośny temat dla wszelkiej maści znawców, autorytetów, krytyków i blogerów modowych : Przetakiewicz zerżnęła!!!! Akurat jesteśmy w tym momencie naszej historii narodowej, że najwłaściwszym byłoby powołanie Komisji Sejmowej, by dochodzenie zrobiła. Komisja i tak nic nie wyjaśni, czasem tylko ktoś zabłyśnie jakąś ciętą ripostą, że takie rzeczy to już pokazywał jakiś sezon temu niejaki Giambattista Valli. Lub czasopisma. O! ;)
Jeśli o moje zdanie chodzi, to prawdę mówiąc taką kieckę, że w talii ciasno (aż trudno było barszcz czerwony łyknąć na popitkę), a spódnica rozkloszowana (że można było czasem męża, w pakiecie z pawiem schować) to ja już w Sylwestra '96 miałam. Naprawdę! A jak się uprzecie, to i zdjęcie pokażę. I jak mnie zestawią dla porównania ze zdjęciami z ostatniego pokazu LaManii, to padnę, pokażę to mamie, walnę to na stół facetowi, rzucę doradztwo finansowe, napiszę do Giambattisty, by szedł na emeryturę i wytatuuję sobie na pośladku "Jestę projektantę!". No tak zrobię, słowo!
A pani Przetakiewicz wybaczę, z patriotyzmu.Tym bardziej, że biała sukienka ze zdjęć jest także kopią i powstała pod wpływem mojej absolutnie nagannej presji na bliską znajomą, która kiedyś cudnie szyła, teraz zawodowo zajmuje się zupełnie czymś innym i jej się nie chce, ale jak mnie widzi, to...nie chce jej się tym bardziej ;) Zawsze jednak ciekawość, z jakim to cudnym pomysłem przybyłam, niczym trzej królowie z darami, zżera ją do tego stopnia, że wreszcie kapituluje i szyje. Na hasło "biała mała lamania" najpierw popatrzyła na mnie, jak na Kulczyka, który nagle wypiękniał, a potem z pełnymi zrozumienia słowami na cudnych ustach "ja pie***ę, kiedy to się ode mnie odczepi" oraz "no nie jesteś taka szczuplutka, jak Ci się wydaje" serdecznie i przyjacielsko zaprosiła mnie do swej pracowni, jeszcze pod nosem burcząc "k***a, co ja z nią mam!". Też Cie kocham, Jolanto! hehehe!
W tym miejscu należy się Wam pewne wyjaśnienie, iż jakże miły i pełen empatii ton mojej Jolanty jest...jak najbardziej uzasadniony. Jako najbardziej nieprzewidywalny twór w najbliższej mi okolicy, nie jestem w stanie zaplanować garderoby na ważną uroczystość z wyprzedzeniem, zakładając, jakże słusznie zresztą, że zbyt wcześnie przygotowana zdąży mi się opatrzyć i tuż przed planowaną imprezą będę biegać z wypiekami na policzkach i szukać czegoś nowego. Kiedyś więc cała kiecka powstała w sobotnie przedpołudnie po to, by w to samo sobotnie popołudnie i wieczór brylować sobie na salonach, udając jakże przemyślaną kreację, która rodziła się w ekstatycznych i misternych wizjach mej twórczej wyobraźni. Na szczęście moje  i Jolanty, lubię fasony proste i minimalistyczne. A nawet jeśli nie lubię, to i tak...lubię ;)))
Jolka, jeszcze raz dzięki!

Ah, ależ byłabym niewdzięczna, gdybym nie wspomniała o mojej cudownej siostrzenicy ciotecznej, Klaudii, która na chrzcinach naszego, małego Milanka - nowiutkiego faceta w naszej rodzinie, zaproponowała małą sesję, do której zaraz przyłączyła się prawie cała rodzina! ;) Nie mam w zwyczaju wrzucać do sieci zdjęć osób, których nawet o zdanie nie zapytałam, a że nie zapytałam, to wrzucam tylko moją śliczną i zdolną Klaudię (niebieska) oraz moją śliczną i równie zdolną córkę Olę (biała). Klaudię i jej prace możecie podziwiać na jej instagramie TUTAJ.  Śliczny i niezwykle zdolny syn Kryspin na razie jest na etapie, że fotografowanie się z mamą to niewielki obciach. Na szczęście później zmiękł i nawet ze mną tańczył...Boże, jaki to był cudny dzień!
p.s.  Przez parę lat związana byłam z fotografią studyjną, więc miałam dodatkową przyjemność stanąć po drugiej stronie obiektywu, co - muszę przyznać - uwielbiam! Zdjęcie Klaudii mojego autorstwa, dzięki za brawa :))

Enjoy!











pics by Klaudia
sukienka by Jolanta, sandały MNG

09.09.2013

Lady Gaga vs PRL


Jak pragnę zdrowia - zawsze miałam z ciuchami "pod górkę"!
Dorastałam w czasach, kiedy towar w sklepach był luksusem. Jeśli w ogóle był.
Jeansy były tylko w Peweksie, a na hasło "dostawa śniegowców" ustawiała się nocą wesoła i pijana szczęściem kolejka, po to, by rano, tuż po otwarciu, cała dostawa okazała się kilkoma rozmiarówkami jednego fasonu, która znikała tak szybko, że większa część sklepowego ogonka miała 2 wyjścia: pozostać na zimę z kozaczkami z czternastu poprzednich sezonów albo szukać znajomości wśród służb uprzywilejowanych. Chłopak, którego ojciec był wojskowym/milicjantem/strażakiem nagle stawał się szkolnym bożyszczem, pomimo nóg w iksy i trądziku tak pospolitego, że ze świecą szukać nieskażonego trądzikiem miejsca na dojrzewającym obliczu herosa. Ale heros miał ojca, dajmy na to wojskowego, a że wojsko zawsze uprzywilejowane, to i kozaczki gdzieś tam "spod lady" się znalazły. Cud-chłopak żył więc sobie jak Justin Bieber w czasach zanim opluł fanów z hotelowego balkonu a dziewczęcy trup ścielał się przed nim niczym jesienne liście za oknem...eh. Mnie pozostał łut szczęścia - śniegowce, których nie kupił nikt. Zepsuty suwak nie był żadną przeszkodą dla dziewczyny, która obok kremu na trądzik (także, a jakże!) trzymała w szufladzie kombinerki i śrubokręt, no weźcie.

Potem co niektórym było odrobinę łatwiej. Ówczesne młode matki cierpiały co prawda na niedostatek pieluch tetrowych, podbieranych masowo przez młode, kreatywne dziewczyny, ale bluzkę w końcu trzeba było z czegoś uszyć. To właśnie wtedy notuje się światowy początek techniki DIY, a pomysłowe Polki błyszczały na salonach, podwórkach i na trzepakach w fantastycznych pieluchowych bluzkach i sukienkach. Kolorowe, leciutkie i praktyczne tetrowe outfity (co to i piwo czasem rozlane łatwo było wytrzeć) zaskakiwały formą i kolorem, a jedynym obciachem dla czternastolatki była wizyta w domu towarowym celem zakupienia dwudziestu, dajmy na to, pieluch w obecności wyrosłej znienacka spod ziemi i osłupiałej sąsiadki. Podejrzenia o ciążę w tamtych, uroczych czasach, to był chleb powszedni. Nawet jak się miało czternaście lat. No wiecie. Czasem więc kupowało się prześcieradło, który to fakt w żaden sposób nie dał przerobić się w fajną i chwytliwą osiedlową ploteczkę. Żółto - czarna sukienka z farbowanego prześcieradła była hitem spotkań na trzepaku i mam wrażenie, że w kolejnych dwudziestu paru latach niejednokrotnie podobną widziałam na pokazach Żiwąszi czy Armaniego. No, ale kto by tam proces sądowy o plagiat zaraz wytaczał.
A potem spadł na nas wściekły kapitalizm... Pieluchy tetrowe jakby zniknęły, a w pampersa ubrać się trudno. No chyba, że jest się Lady Gagą. To i w karkówce surówej można po imprezach popierdzielac. Znacie ten kawał o  "dziewczynce, która była tak brzydka, że wieszano jej kiełbasę na szyi, żeby chociaż psy chciały się z nią bawić"? Jak widać - w przypadku Lady Gagi podejrzenia o proporcjonalność zużytego mięcha i stopnia brzydoty są prawdopodobnie uzasadnione.
My zaś, zakrzsztuszeni urokami kapitalizmu nagle pokochaliśmy sieciówki.. pieprzony indywidualizm, tak mocno widoczny w tetrowych stylówach, stał się niemodny. Wszyscy mają coś z Zary (mam i ja ;)), wszyscy chcą  z niej coś mieć, a tylko czasem jakiś pokręcony świr odważy się na szaleństwo przeparadowania przez MIASTO (hehe) w jakimś niezarowym odzieniu. Tak więc dziś niezarowo z bluzką za jakieś 2 zeta z sh, spodnie z imitacji skóry oraz buty, które ostatnio za 9,90 wyrwałam w jednym ze sklepów, wraz z innymi dwoma parami dokładnie w tej samej cenie. No taka była promocja!
Aha! Jako miły dodatek -  kolejne urocze zakątki mojego miasta, które odkrywam na nowo, a o którym już pisałam TUTAJ.


Trzymajcie się !


















pics by Ola
koszulka sh, spodnie nn, buty Centro